Punksy Wandal, Dlaczego nie można śpiewać ziemniaków?



Wiara w to, że rzeczywistość jest znana, lub można ją poznać, okazuje się błędem, gdyż rzeczywistość nie jest czymś, co poddaje się poznaniu.” Wilfred Bion

Niedawno odkryłam na YouTube prawdziwy skarb – DJ-a Grzyba samotnie „grającego” muzykę u podnóża jednego z drzew. W filmie widzimy pozornie prostą scenerię: las, ściółkę oraz dumnego bohatera pierwszego planu – DJ-a Grzyba z białymi kabelkami podpiętymi do kapelusza za pomocą elektrod przypominających wsuwki do włosów. Zadaniem wsuwek jest wyłapywanie subtelnych impulsów elektrycznych szalejących w grzybich ciałkach. Przechwycone przez aparaturę impulsy wędrują (a może podskakują?) do interfejsu – syntezatora lub systemu MIDI – który przekłada je na język dźwięku. W ten sposób powstaje muzyka, którą – w pewnym sensie – wykonuje sam grzyb.



Ponieważ granie Grzybem znajduje się w fazie wczesnych eksperymentów, nie wykształciło się jeszcze jedno, obowiązujące wszystkich fanów nazewnictwo. Korzystając więc z przywileju pierwszej samozwańczej polskiej fascynatki, pozwolę sobie roboczo ochrzcić ten wyłaniający się z niebytu nurt mianem Grzybo-Beat’u - gatunku sytuującego się gdzieś pomiędzy mykologią stosowaną a elektroniką eksperymentalną.

Grzybo-Beat to gałąź eksperymentalnej muzyki elektronicznej współtworzonej przez ludzi i grzyby, w której sygnały elektryczne tych drugich przetwarzane są na dźwięki przez tych pierwszych.

Co ciekawe istnieją też „ludzkie” gatunki muzyczne przypominające live acty DJ-a Grzyba – takie jak ambient, mikrosound i (bardzo bardzo) minimal techno. Style te operują frazami, loopami i samplami, które śmiało mogłyby pochodzić z artystycznych popisów DJ Grzyba. Niesłyszalne gołym uchem grzybo-beat’owe motywy odnajduję w utworach artystów takich jak: Alva Noto, Ryuichi Sakamoto i Ryoji Ikeda. Ich muzyka już na zawsze splecie się w mojej wyobraźni z grzybnią – a w ich kompozycjach będę odtąd słyszeć, czuć (i widzieć!) samotnie improwizującego grzyba.

Mam takie podejrzenie, że wszyscy jesteśmy uczestnikami Grzybo-beatowego koncertu tylko nie dysponujemy jeszcze aparatem by go w pełni doświadczać. Może dociera do nas w postaci surowych, nieopracowanych wrażeń – jak coś, co bardziej się czuje, niż słyszy? Jak coś znajdującego się na obrzeżach naszego ciała, na granicy naszej percepcji. A może słuchamy go nie tylko uszami? Może słuchamy za pomocą skóry? Najlepsze ciarki mamy słuchając głęboko dotykającej muzy. Może dlatego w lesie czujemy się tak dobrze.

Teraz, w tym miejscu tekstu pojawi się Wilfred Bion wraz ze swoją koncepcją O. Rzeczywistości ostatecznej, niepoznawalnej, wymykającej się symbolizacji, absolutnie niedefiniowalnej. Podobno O nie da się uchwycić bezpośrednio. Można próbować znosić obecność O. I wsio.

Rzeczywistości nie można poznać, podobnie jak nie można śpiewać ziemniaków: można je sadzić, zbierać lub jeść, ale nie można ich śpiewać. Rzeczywistość musi być „byta”: powinna istnieć przechodnia forma czasownika „być”, żeby używać jej w odniesieniu do terminu „rzeczywistość” (Bion, 1965/2015, s.218)

Niby tak, a jednak podpinamy elektrody do kapelusza. Próbujemy: rejestrować impulsy, przekładać je na dźwięki, dokonywać pracy przekształcania, wyposażać grzyba w funkcję alfa by zamieniać surowe, nieprzetworzone elementy beta w coś, co można usłyszeć, pomyśleć, przeżyć.

Może Grzybo-beat jest próbą pozostania blisko O? Wcale nie po to: by je poznać, lecz by się oswoić, zaprzyjaźnić, być? Może jest muzyką, która nie tyle reprezentuje rzeczywistość, ile pozwala jej rezonować jak pudło? A grzyb – zanurzony na wieki wieków w swojej podziemnej grzybnio-sieci – staje się figurą myślenia rozproszonego, relacyjnego, wypełzającego z niewidzialnych połączeń, wiecznego.

Czy śpiewanie, granie Grzybem to poznawanie Grzyba czy może raczej Grzyb jest byty (Grzybo-Byty)? I chociaż nigdy nie poznamy rzeczywistości Grzyba, to co nam szkodzi próbować? Podobne pytanie (choć dotyczyło umiejętności wokalnych ogórka) zadał sobie przed laty mistrz Konstanty Ildefons Gałczyński

 

Dlaczego ogórek nie śpiewa?

 

Pytanie to, w tytule
postawione tak śmiało,
choćby z największym bólem
rozwiązać by należało.

Jeśli ogórek nie śpiewa,
i to o żadnej porze,
to widać z woli nieba
prawdopodobnie nie może.

Lecz jeśli pragnie? Gorąco !
Jak dotąd nikt, Jak skowronek.
Jeżeli w słoju nocą
łzy przelawa zielone?

Mijają lata, zimy,
raz słoneczko, raz chmurka;
a my obojętnie przechodzimy
koło niejednego ogórka. 

 

Bibliografia:

https://www.youtube.com/watch?v=yZ-zJzDMUww&list=RDyZ-zJzDMUww&start_radio=1&t=56s


Komentarze

  1. Rezonuje ten artykuł w mojej głowie z wykładem, który Paul Denis wygłosił podczas sobotniej konferencji. Zawarł w nim ideę, że rzeczywistość jest reprezentowana, a nie bezpośrednio postrzegana. Wewnętrzne doświadczenia pozwalają na uświadomienie i opracowanie wzbudzonych przez zewnętrze doznań. Nadają im znaczenia. Skoro tak, to myślę sobie, że próba uchwycenia, zarejestrowania śpiewu grzybni czy ogórka jest odwrotnym procesem. Poszukiwaniem doznania odpowiadającego nieopracowanemu do tej pory wewnętrznemu doświadczeniu. Taka próba wypuszczenia własnej grzybni, doświadczenia ja w nie-ja. To wymaga odwagi. To piękna sprawa. Dziękuję serdecznie za ten stworzony ze słów obraz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawy tekst. Poszerza mi przestrzeń w głowie. Dzięki!
    Mam skojarzenia z filmem "Milcząca przyjaciółka" (którego nie widziałam, ale z tego co słyszałam, zajmuje się trochę podobną tematyką)
    I z esejami Jolanty, córki Ireny, wnuczki Bronisławy, prawnuczki Ludwiki - "Błony umysłu", rozdział o Dotyku..

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty