Krzysztof Srebrny, Odpowiedź zależy od nadziei
W moim gabinecie wisi obraz. Na czarnym stoliku stoi czarny wazon, w nim uschnięta roślina – rajskie jabłuszka? Obok niego tajemnicze pudełko. Ta ciemna całość kontrastuje z jasnym, żółtym tłem. Obraz namalowany przez Magdalenę Kazimierską wisi vis a vis kozetki, w taki sposób, że pacjenci – jeśli otwierają oczy i interesuje ich cokolwiek poza własnymi myślami – patrzą wprost na niego. Skojarzenia jakie mają i to co na tym obrazie zwracają uwagę, a co pomijają, mówią oczywiście wiele o nich, ale też wydobywają takie treści, które – jak przypuszczam – nie były świadomym zamierzeniem Autorki.
Więc najpierw stolik. Pamiętacie, drodzy Czytelnicy, taki słowny wygibas: stół z po-wy-ła-my-wa-ny-mi nogami? Dwie nogi całe, dwie pozostałe w kawałkach, w zasadzie prawie ich nie ma. Niestabilność, lęk, poczucie zagrożenia… wprost, bądź nie wprost takie skojarzenia pojawiają się częściej niż przed zakupem i powieszeniem obrazu. Nie wiem jakim cudem ten stolik stoi i utrzymuje wszystko – powiedziała kiedyś jedna z pacjentek*. Interpretacja o lęku czy utrzymam ją z całym bagażem jej przeżyć prosiła się sama. Ale mimo to wydaje się, że wszystko stoi dość stabilnie - pocieszał się pacjent, który mógł w trakcie sesji odwołać się do obiektów bardziej pomocnych. Te nogi są takie dziwne, zwłaszcza te, których nie ma. Po co są te kawałki, jaki w tym zamysł jest? Jaki w tym jest zamysł? Nie wiem jaki był zamysł Autorki. Zanim przekażę jej to pytanie, zastanowię się co mówią skojarzenia. Wydaje się, że możemy je wiązać (łączyć? połączać?) z bionowskimi elementami Beta. A jeśli z elementami Beta, to także z pytaniem czy pojawi się zdolność (pacjenta? analityka?) do uruchomienia funkcji Alfa. Czy uda się tak przetworzyć pierwotne doświadczenie by pacjent był stanie połączyć brakujące elementy? Jak wiemy, nigdy z góry nie znamy odpowiedzi na to pytanie. Możemy tylko nieustawać w staraniach by tak się stało.
Ludzi – pacjentów i znajomych, którzy obraz widzieli – niepokoi biały kwadrat po prawej stronie (od Autorki wiem, że to nawiązanie do Malewicza). Niepokoi, bo obraz wydaje im się niedokończony, wybrakowany jakoś. Wyłaniający się w skojarzeniach obiekt staje się nieuważny, niechlujny, bałaganiarski, zapominający o dokończeniu ważnych rzeczy. Raz – przyznaję to ze wstydem – zdarzyło mi się spóźnić na sesję (zważywszy, że przyjmuję we własnym domu, to spore osiągnięcie!). Pacjent próbował zaprzeczyć ważności mojego acting outu (każdemu może się zdarzyć, prawda?), skupił się na obrazie i jego pustym lub niedokończonym elemencie. Chyba malarz zapomniał o czymś tutaj. Skojarzenia - połączenia szły też w kierunku braku, nierozpoznania jakiegoś aspektu siebie, czy też lęku, że coś będzie pominięte, a analiza niepełna.
A teraz to, co na stoliku: czarne pudełko. Coś może zawierać, a może jest puste? Zauważyłem, że odpowiedź zależy od nadziei. Pacjenci, którzy patrzą na analizę z większą nadzieją, chętniej fantazjują o zawartości pudełka; bardziej depresyjni, pesymistyczni, przypuszczają, że jest ono puste: Cieszysz się, że tam coś znajdziesz, a tam pusto. Jak zwykle. Osoby o skłonnościach do myślenia paranoidalnego ujmują to inny sposób: Specjalnie tu jest to pudełko, by myśleć, że coś tam jest. To wszystko po to, by się ze mnie śmiać, jak się okazuje, że nic tam nie ma! Taka zmyłka!
Jednak najwięcej zaskakujących skojarzeń budzi gałązka stojąca w wazonie. Pozornie element dekoracyjny, mający – jak rozumiem – stanowić całość kompozycji, wywołuje wiele zaskakujących połączeń. Ten na dole próbuje się wspinać, może ucieka, ale utrudniają mu jakieś ciężary, które musi nosić. Chciałbym by je puścił i wspinał się dalej. Albo: To są balony, które on nosi, być może zaraz go wzniosą. A także: Nad nim jest spadochron. Jak da radę wspiąć się trochę wyżej, to go to uratuje. Kolejne skojarzenie: Czy zauważył Pan, że te dwa owocki, te dwie kulki są niepołączone żadną gałązką? To dlaczego nie spadają? A może właśnie się oderwały i są uchwycone w locie? Inny: Ten na górze, to ma ciężko. Ciągnie jakiś ogromny ciężar. Walczy, boję się, że zaraz spadnie i wciągnie go do środka tego wazonu i już się nie wydostanie. Komentarze analityka mogą być i były różne z zależności od skojarzenia, pacjenta i momentu w analizie, tym niemniej skojarzenia-połączenia zaskakują różnorodnością. Nie są to skojarzenia jednego pacjenta.
A teraz coś o obrazie i wazonie. Nie o połączeniach pacjentów, o połączeniach analityka. Obraz Magdaleny Kazimierskiej był pierwszym w moim życiu dziełem sztuki, który kupiłem. Moment był dla mnie szczególny. Właśnie wydobyłem się z towarzyszącej mi od lat choroby, choroby która potencjalnie zagrażała mojemu życiu, a mniej potencjalnie, lecz na co dzień, obciążała mnie fizycznie i psychicznie. Ale to nie celebracja odzyskanego zdrowia, skłoniła mnie do zakupu, lecz wazon. Ten wazon od lat siedemdziesiątych XX wieku stał w mieszkaniu na warszawskim Muranowie u moich dziadków. Odziedziczyłem to mieszkanie i spędziłem tam kilkanaście lat. Gdy je około dziesięć lat wcześniej likwidowałem, nie mając gdzie pomieścić nagromadzonych przez lata przedmiotów, starałem się je dodać w tak zwane dobre ręce, najchętniej w ręce Przyjaciół lub bliskich znajomych. Mojej najstarszej (stażem, nie wiekiem!) Przyjaciółce i jej mężowi oddałem ten wazon i o nim zapomniałem. Traf chciał, że Przyjaciółka obraca się w kręgach artystycznych, zaprosiła kiedyś do siebie Artystkę, ta się tym akurat wazonem zachwyciła, pożyczyła lub dostała go i namalowała obraz. A ja go kupiłem. W ten sposób dokonało się kolejne połączenie, którego nie są oczywiście świadomi leżący na kozetce pacjenci. Połączenie pomiędzy mną, a pokoleniem, które już niestety odeszło, połączeniem pomiędzy moim obecnym życiem, a ówczesnym, pomiędzy Sulejówkiem a Muranowem, zdrowiem a chorobą … Pozostałe połączenia zostawię dla siebie.



Komentarze
Prześlij komentarz