Maja Raczyńska - Ścigaj, Elżbieta Sala-Hołubowicz, Jacek Mądry: Nie bój Freuda, jest drugi numer

Maja Raczyńska - Ścigaj: W recenzji filmu „The Drama”, zatytułowanej „Potwór w tobie, czy we mnie” Gabriela Słowińska opowiada o tym, co może się stać, gdy w wyidealizowany świat młodej pary zaczynają wkradać się niechciane treści. Nie wystarczy się zakochać. Gdy fantazja o miłości tak doskonałej, że nie potrzebuje ani słyszeć, ani poznać spotyka się z fantazją, którą sycą zupełnie odmienne uczucia, robi się spore zamieszanie. Już wiadomo, że nie uda się utrzymać iluzji idealnej narzeczonej, idealnej pary, ani idealnego przyjęcia weselnego. (W filmie nie wiadomo nawet, czy uda się utrzymać przy życiu dziadków.) Czy natomiast uda się dojrzeć? Czy związek przetrwa?

Przygotowując pierwszy numer „Psychoanalizy i sztuki” płynęliśmy na fali entuzjazmu, radości i powszechnego poparcia. Wspaniale jest czytać artykuły, oglądać zdjęcia i kolaże. Mieć poczucie, że współtworzy się coś ciekawego i wartościowego, a jednocześnie tak dostępnego. Drugi numer to dla nas, obok tego wszystkiego, także więcej konfrontacji z rzeczywistością. Terminy, zobowiązania, praca redakcyjna, ustalanie jak często, jak dużo, w jaki sposób. To godzenie się z tym, że nie będzie idealnie. I ulga, że nie musi tak być. Przyjemność z tworzenia pisma, które niemal samo chciało powstać, powoli zastępuje przyjemność, która wynika z tego, że się uczymy. Zaczynaliśmy jak na skrzydłach, teraz być może lepiej czujemy grunt pod nogami.

W rozmowie po spektaklu „Joga”, którą można przeczytać w tym numerze „Psychoanalizy i sztuki”, Edyta Biernacka mówi: „można powiedzieć, że to właśnie nasz podstawowy kłopot, główny dramat – pragniemy z jednej strony idealnego dopasowania, świętego spokoju, doskonałego zaspokojenia, tego, co Stachura nazywał „całą jaskrawością”, a z drugiej strony tego, co niezbędne do życia. A życiem są inni ludzie, w których stronę zwracają się nasze pragnienia, jest ból, konflikt, zmaganie, frustracja; trzeba wybierać, coś się traci (…)”. Bohater "Jogi" musi zobaczyć także świat poza ekskluzywnym ośrodkiem medytacji. Wygląda na to, że „Psychoanaliza i sztuka” również musi grać według tych samych zasad.

Olga Piasecka-Nieć z Fundacji Tkanka przekazała do aktualnego numeru pisma swoje zdjęcia. Wśród nich znajduje się także to z napisem „Odważniej dziewczyno!”, które pojawiło się już na naszym profilu fb, w poście przygotowanym przez Olgę. Wtedy zdjęciu towarzyszył cytat z „Jesieni” Knausgarda, o przycinaniu drzew, który kończył się tak: „(…) nie ma żadnego powodu, by być ostrożnym, lub bać się czegoś, życie jest niezłomne, napływa kaskadami, ślepo i zielono”. A jednak post wzbudził niepokój związany z tym, że takie „przycinanie” może ranić, zostawiać blizny, powodować ból. Przypominają mi się słowa amerykańskiej poetki, Andrei Gibson – „feel everything you have to feel, keep the novocaine out of your wisdom teeth”. W piosence, stworzonej na podstawie tego wiersza, Sara Bareilles dodaje – „(…) feel it all, salt then sour, then sweet”.

Zatem, „Don’t be aFreud”, jak namawia Ewa Jeżowska-Charchut. Jacek mówi „nie bój Freuda”. Pewnie wiele nas jeszcze zaskoczy. Chcemy. Jesteśmy ciekawi. Jak będzie dalej? Dopóki pudełko pozostaje zamknięte, kot korzysta ze skomplikowanych przywilejów superpozycji – możliwe jest każde rozwiązanie. Patrzymy na obraz w gabinecie Krzysztofa Srebrnego razem z Autorem artykułu „Odpowiedź zależy od nadziei”, z jego pacjentami i z Wami, Czytelniczki i Czytelnicy. Co tam może być?

Nie bój Freuda, jest drugi numer!

Elżbieta Sala-Hołubowicz: Ostatnio często chodzi mi po głowie fraza „trochę ciężko”. To tytuł książki Wiktorii Matei, której fragment opublikowaliśmy w tym numerze. Wiktoria zaprojektowała także ciekawą identyfikację wizualną tegorocznej Konferencji PTPP, na której mam, nomen omen, opowiedzieć coś o nadmiarze. W książce "Wszystko to zbyt małe. Eseje ku chwale nadmiaru" Becca Rothfeld zauważa:

„W obliczu wezbranych odmętów i hord żywych trupów zerwanych z łańcucha, co ze sobą zabierzecie, czytelnicy? Czy zapas wody, prowiantu i niezbędnych leków, czy też obrazy olejne, tomy powieści oraz pomięte listy miłosne z prywatnego archiwum? Minimaliści wszyscy bez wyjątku znają na to odpowiedź i powtarzają ją słowo w słowo jak mantrę w kolejnych tytułach: »Oddzielcie to, co chcecie mieć, od tego, co wam potrzebne«”.

W swoim błyskotliwym eseju Rothfeld zadaje jednak sporo celnych pytań, np. czym różnej maści sprzątacze motywują potrzebę pozbywania się wszelkiego ciężaru upragnionych rzeczy. Okazuje się, że często chodzi po prostu o kontrolę nad tym, co nieprzewidywalne. Pomyślałam, że ostatecznym aktem kontroli jest nie tyle oczyszczanie się z przedmiotów, co z pragnień. Moim pragnieniem jest, by „Psychoanaliza i sztuka” istniała, i jestem gotowa przyjąć związany z tym bałagan i nadmiar.

Jedna z moich pacjentek przytoczyła mi kiedyś świetną wypowiedź Adama Phillipsa: „Apetyt to wspaniała historia, jeśli miało się odpowiednią matkę”. Można być głodnym życia, jeśli nie chodzi w nim tylko o przetrwanie.

O tym też czytamy u Rothfeld: „»Nic się nie zdarza za sprawą poezji« — pisał W. H. Auden. Zamiast tego »ona trwa / jak usta, sposób zdarzania się«. Poezji nie da się ani zjeść, ani się w nią przyodziać. Nie sposób w niej zamieszkać czy wymachiwać nią jak pałką (co jednak nie powstrzymuje oportunistów przed próbami przemienienia jej w propagandę, do czego jednak poezja nie nadaje się zupełnie). Jak pisała Edna St. Vincent Millay o dobru równie niepraktycznym jak poezja, bo o miłości: »to nie pokarm, napój, / nie sześć godzin snu w nocy i nie dach nad głową, / nie koło ratunkowe, którego się łapią / tonący, wynurzając się i niknąc znowu«. Millay sądzi, iż byłoby praktyczniej przehandlować pamięć miłości w zamian za okruch chleba. Końcowe słowa jej wiersza brzmią jednak: »Tak się chyba nie stanie«. (...)Miarą moralnego rozwoju społeczeństwa jest to, na ile rzadko wymaga od nas wyzbywania się takich błahostek jak miłość albo poezja, byśmy mogli zamiast tego zdobyć pożywienie”.

Jacek Mądry: Drugi numer, a to numer. Jeden, potem drugi, już nie sam. Ale to rodzi chyba jakieś komplikacje? No, ale, że jakie? A to do mnie pytanie? A do kogo? No, tak, do mnie jednak. To już nas dwóch jest? Na to wygląda. Dziwny ten dwugłos. Przepraszam, ale w redakcji są trzy osoby! Ano tak.. faktycznie. Na razie jednak klepie w klawiaturę sam… Z tymi dwoma głosami… No to jednak jest nas trzech. A skąd wiesz, że nie więcej? Ten drugi to zawsze musi coś podważyć. Freud nieustannie w swoich pismach dyskutował z różnymi opcjami i podważał, siebie, innych. Don’t be AFreud. Też można różnie rozumieć. No, bo niby da się to przełożyć na: Nie bądź Freudem. Winnicott by krzyknął: „bądź sobą!” A ja to tłumaczę: Nie bój Freuda. No właśnie, nie bój się podważać siebie.

Ale może to wszystko dlatego, że naczytałem się o lustrach u Maji Stefaniec-Muchorowskiej. Dyskutowałbym… No, ale puszczamy. Robimy tzw. Re-Klein. Pozwalamy na to, żeby sprawy wydarzały się na razie własnym torem zanim postaramy się wziąć je w jakieś ryzy. Niech płynie. Michał Knapiński natomiast krzyczy do lustra. Czemu nagle tyle napięć między sobą a sobą? Skąd? A potem… nic… I może to nic się próbuje wynurzyć w coś a nie może. Nikt nie zwrócił uwagi, że lustra są więzieniem? A może dlatego trzeba krzyczeć do lustra? Lacan dyskurs Pana i Niewolnika umiejscawia dokładnie w tej dynamice między podmiotem a jego odbiciem, z tymże – paradoksalnie – to podmiot staje się niewolnikiem własnego odbicia, unikając tym samym jakiegoś pęknięcia. Unikając podważenia obrazu jaki ma się na własny temat. Don’t be AFreud. Koszmarnie jest być uwięzionym w ego idealnym. Ale czy to nie znak naszych czasów? Rolek na Instagramie, gdzie wydawałoby się prezenter zwraca się do odbiorców a w rzeczywistości pusto patrzy we własne odbicie na ekranie telefonu.

W tym numerze dużo jest o pustce. Pustce, która wyłania się w ołowianych sercach rodziców ołowianych dzieci. Pustce u Jarmuscha, też dyskusyjnej, bo akurat Jarmusch to mistrz subtelnych niuansów i u niego ta pustka jednak ma wymiar komiczny. U Bartka Puka to pustka przestrzeni w Birkenau, już mniej do śmiechu. Czy to wszystko ze sobą się da pogodzić? Zobaczymy…

 

 

 

 

 

ilustracja: Ewa-Jeżowska Charchut


Komentarze

Popularne posty