J. Mądry, M. Raczyńska-Ścigaj, E. Sala-Hołubowicz, Wstępniak "To-nie-wypada"
Pismo „Psychoanaliza i sztuka” przez kilka lat pulsowało na Wybrzeżu (2010-2012), tworzone z pasją przez grupę entuzjastów i miłośników połączeń sztuki i psychoanalizy. Wydano 4 numery. Pierwszym redaktorem był Lech Kalita, który nadał pismu jego początkowy kształt i charakter.
W 2016 roku ówczesna redakcja pisma przekazała mi projekt, jednak przestrzeń na jego rozwój pojawiła się dopiero 10 lat później. Wraz z nową grupą sympatyków postanowiliśmy otworzyć kolejny rozdział tej historii.
Reaktywacja pisma ma wymiar symboliczny. Z jednej strony jest wyrazem wdzięczności wobec tych, którzy wcześniej włożyli w nie swoją pracę i energię. Z drugiej – dowodem, że działania środowiskowe mogą trwać, rozwijać się i dzielić doświadczeniem. Nowa odsłona pisma ma umożliwiać wymianę myśli i idei, opartą na hojności środowiskowej i otwartości.
Zamierzamy co dwa miesiące publikować nowy zestaw artykułów i artystycznych prezentacji. Będziemy każdą taką sytuację traktować jak wydanie nowego numeru pisma.
Pragniemy, by „Psychoanaliza i sztuka” była miejscem dostępnym nie tylko dla osób doświadczonych w pracy psychoterapeutycznej i artystycznej, lecz także dla tych, którzy dopiero odważają się zabrać głos.
Chcielibyśmy, aby rozproszone, ulotne, cenne dla nas materiały – te, które mogły zniknąć w mediach społecznościowych, podczas dyskusji kinowych czy innych wydarzeń artystycznych – znalazły tu trwałą, dostępną przestrzeń.
Nie ograniczamy się do artykułów akademickich czy tekstów klinicznych – otwieramy przestrzeń dla form wizualnych, muzycznych, poetyckich oraz eksperymentów z językiem, obrazem i metaforą. Chcemy, aby pismo było miejscem zabawy z kulturą, żywym nurtem twórczym, z którego można czerpać inspiracje. Z tego nurtu mogą zrodzić się w przyszłości numery tematyczne lub specjalistyczne publikacje, ale dziś naszym celem jest przede wszystkim uruchomienie energii i potencjału kreatywnego.
Fraza „To nie wypada”, użyta przez nasz zespół redakcyjny jako tytuł naszej pierwszej wspólnej wypowiedzi, niesie w sobie złożony przekaz. Jeśli nieco się nią pobawimy, będziemy mogli odnaleźć w niej aż trzy dodatkowe czasowniki: „tonie”, „pada” oraz „da”, jak również wiele innych słów, choćby takich jak: „ton”, „nie”, „wypad”, „pa”, "to", "wy". Owo powiedzenie może wyrażać zarówno dezaprobatę ("to niestosowne"), jak i zapewniać o bezpieczeństwie. Jeśli coś „nie wypada”, to tym samym „nie spada” („to jest dobrze trzymane”). I tego jako redakcja się trzymamy – chcemy umożliwiać zabawę, ale także zapewniać dobry holding.
Elżbieta Sala-Hołubowicz
Maja Raczyńska-Ścigaj: Obszary wrażliwe na sztukę.
„Kiedy dociera w Alpy, i niemal pada na kolana ze zmęczenia widzi przed sobą niezmierzony krajobraz poszarpanych szczytów i lodu, coś, co nawet dla kogoś takiego jak on przekracza możliwość pojmowania.” („Turner: The Secret Sketchbooks”, 2025)
Pod koniec 2025 roku BBC zaprezentowało poruszający film dokumentalny zatytułowany „Turner: The Secret Sketchbooks”. Jest to bardzo ciekawa próba ukazania rozwoju osobistego Williama Turnera poprzez rozwój jego twórczości. Widzimy jak w swoich bardzo osobistych szkicach artysta przechodzi od pornograficznej szczegółowości wybranych scen i części ciała do ujmowania osób i relacji, czemu towarzyszy zmiana w jego życiu, w związkach miłosnych i wydobywanie się z trudnego życiowego doświadczenia. Słyszymy komentarz psychoanalityczki Orny Guralnik, która opowiada o tym, jak z powodu traumatycznych doświadczeń na wczesnym etapie życia, Turner w swoim malarstwie poszukuje struktury, której mógłby się chwycić, jak poprzez sztukę próbuje radzić sobie z poczuciem winy, ze wstydem, z rozpaczą. Jednocześnie towarzyszymy Turnerowi w podróży w poszukiwaniu zewnętrznego krajobrazu, który mógłby odpowiednio oddać jego krajobraz wewnętrzny, z jego barwami, światłem i cieniem. Zafascynowany naturą, Turner odważnie dociera do miejsc nieznanych, maluje pejzaże i pokazuje je ludziom, którzy nigdy nie podróżowali, staje się ich oknem na świat. „Maluje, rysuje, szkicuje to, co widzi, bez względu na konsekwencje”. Odkrywając tereny pozostające we władzy potężnych sił natury, odkrywa także własny wewnętrzny świat, pełen niepohamowanych uczuć i emocji.
Kiedy myślę sztuce, biorąc pod uwagę czy to rolę twórcy czy odbiorcy, który przecież też nigdy nie jest całkiem bierny, myślę o pewnego rodzaju doświadczeniu, które pozwala odkryć, dostać się do inaczej niedostępnych terenów w nas samych. W słynnym liście do uczniów liceum Xavier w Nowym Jorku, Kurt Vonnegut napisał: „Uprawiajcie jakąkolwiek sztukę, muzykę, śpiew, taniec, aktorstwo, rysunek, malarstwo, rzeźbę, poezję, beletrystykę, eseje, reportaże, bez względu na to, na ile dobrze lub źle, nie dla pieniędzy czy sławy, ale po to, by doświadczyć stawania się, by odkryć co kryje się wewnątrz was, by wasza dusza wzrastała”. Nie sugerował, żeby skupili się na wielkiej sztuce, przeciwnie, mówił o jakiejkolwiek sztuce, o aktywności twórczej nie dla pieniędzy, czy poklasku. Myślę, że każda taka aktywność daje nam większy dostęp do siebie samych i do świata.
Jednocześnie jako odbiorcy również doświadczamy twórczego kontaktu ze sztuką, który stanowi okazję do rozwoju i „doświadczania stawania się” poprzez odkrywanie w sobie nieznanych obszarów, eksperymentowania. Mam w pamięci obrazy, za którymi tęsknię i cieszę się kiedy mogę je ponownie zobaczyć. Zwykle pamiętam też pierwsze spotkania z tymi, które zrobiły na mnie wrażenie i z niecierpliwością oczekuję tych, których jeszcze nie znam. Lubię chwile zaskoczenia, niespodzianki, gdy pierwszy raz widzę na żywo dzieło, które znam z jakiegoś rodzaju reprodukcji. Lubię bawić się sztuką, przeglądać się w niej na różne sposoby, fotografować ludzi w towarzystwie dzieł sztuki, siebie w odbiciu szyb osłaniających obrazy, dowiadywać się o artystach, szukać połączeń. Alain de Botton (2016, s. 40) pisze „część mnie, która zastanawiała się nad ważnymi pytaniami, zagubiła się, nie została wystarczająco rozpoznana. Nie zająłem się nią odpowiednio. Teraz jednak widzę tę część siebie odzwierciedloną w lustrze sztuki i mogę lepiej ją zrozumieć”. Sztuka pozwala poznawać i tkać osobistą opowieść. Patrząc z tej perspektywy, pismo „Psychoanaliza i sztuka” to taka wspólna opowieść, tkana przez wiele osób.
Na codzień, poza praktyką praktyką prywatną, pracuję także w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej „Krakowski Ośrodek Terapii”. Oznacza to m.in., że psychoterapia, w tym psychoterapia psychoanalityczna, jest nieodpłatna, a przez to staje się nieco bardziej dostępna. Jest to dla mnie spójne z myślą, według której celem terapii jest czynić bardziej dostępnymi wewnętrzne obszary psychiki, dzięki czemu świat zewnętrzny może stać się także bardziej dostępny, a człowiek bardziej dostępny dla świata. Osoby, które przychodzą po pomoc do Poradni pochodzą z bardzo różnych środowisk, mają różne doświadczenia. Myślę, że to duża wartość także dla psychoterapeutów. Uczymy się nie wykluczać innych perspektyw, sposobów rozumienia, osób. Ważne jest dla mnie to, że pismo „Psychoanaliza i sztuka” także jest pod wieloma względami dostępne. Zapraszamy Autorki i Autorów, których znamy i cenimy, ale także zupełnie nowe dla nas Osoby. Jesteśmy ciekawi innych poglądów i doświadczeń, nowych, nieznanych terenów. Jean Didion, w eseju pt. „Dlaczego piszę” mówi, że zaczynając opowiadać jakąś historię nie zna jej bohaterów, ani nawet narratora, pisze po to, żeby ich poznać, bo jak zauważa, inaczej „nigdy nie musiałaby napisać powieści”.
Źródła:
Armstron, J., De Botton, A. (2016). Art as Therapy. Phaidon Press Limited
Didion, J. (2021). Powiem wam, co o tym myślę. Grupa wydawnicza Relacja.
Schellenberg, R. (Reżyser). (2025). Turner: The Secret Sketchbooks. Passion Pictures for BBC Arts.
Vonnegut, K., (2015). A letter to Xavier High School Students. (W:) Usher, S. (Red.) More letters of note. Canongate Books Ltd.
Jacek Mądry: Codzienności
Freud w Objaśnianiu marzeń sennych pokazuje nam bardzo ciekawą perspektywę na świat, która ma swoje źródła w jego twierdzeniu, że sny są tworzone na podstawie resztek percepcji z dnia poprzedniego. Są to często drobne zdarzenia, które poniekąd mają miejsce na granicy naszego rejestru. Są ciekawe, ponieważ najpierw jawią się nam jako rzeczy mało istotne, banalne, bądź też coś, co najzwyczajniej na świecie pomijamy, jako zwykłe i codzienne. Skoro są one tak nieważne, to dlaczego znalazły się we śnie? Przecież sen to coś nadzwyczaj osobistego, prywatnego. Trochę tak jakby Freud kierował reflektor na te błahe sprawy i mówił a teraz proszę o swobodne skojarzenia. Ten, w swojej prostocie, genialny ruch wydobywa z tych mało - z pozoru interesujących rzeczy - ich złożoność oraz niejednoznaczność.
Kiedy pacjenci pierwszy raz stykają się z psychoanalizą często mają wrażenie, że jest to coś doniosłego, niesamowicie dystyngowanego i niedostępnego dla zwyczajnego człowieka. Przekonanie to też funkcjonuje w powszechnej opinii na temat psychoanalizy, za które - niestety - nierzadko odpowiedzialni są sami psychoanalitycy. Przecież Psychoanaliza to nie są sprawy dla zwykłego zjadacza chleba. Jednak gdyby spojrzeć na całe przedsięwzięcie z perspektywy codzienności i zwyczajności, przybiera ono niesłychanie interesujących kształtów. Nie szukamy doniosłych kompleksów, traum dziecięcych czy mitycznych przejawów przeniesienia, nie zasadzamy się na te zjawiska niczym tygrys. Zamiast tego, słuchamy o sprawach codziennych, w których całe bogactwo nieświadomości wraz z przeniesieniem, kompleksami, traumami, wypartymi pragnieniami może się kryć. Ale też nie musi. Zmieniamy wtedy akcent. Nie szukamy ukrytego, zakopanego skarbu, ale tego, co pominięte, ujęte jako zwykłe, rutynowe i poniekąd nieważne. Może nie objęte jakąś uwagą. Może nawet nieobecne. I nagle, dzięki procesowi swobodnych skojarzeń, to, co zwykłe okazuje się być zupełnie inne niż z początku uważaliśmy.
Nie pisze tego by dyskredytować cały dorobek naukowy jaki pojawił się od czasu Objaśniania marzeń sennych. Ani tez żeby zaprzeczyć doniosłości całego ponad 125 letniego przedsięwzięcia. Wręcz przeciwnie! Pragnę podkreślić jak trudne mamy obecnie zadanie. Znajdujemy się w momencie, w którym posługując się wyżej opisaną metodologią odkryto tyle znaczących dla człowieka zjawisk psychicznych. Zjawisk, które począwszy od mechanizmów obronnych, po sposoby wchodzenia w relację i interakcję między przeniesieniem i przeciwprzeniesieniem, są absolutnymi skarbami nauki, którą zapoczątkował Freud. Zjawisk, których teoretyczna znajomość może, jednocześnie, nam przesłaniać, to, co mamy przed sobą. Dlatego też, to zadanie jest tak trudne, bo jak możemy wrócić do - wydawałoby się - zwykłego słuchania?
Podobnie, w moim odczuciu, jest ze sztuką. Często podchodzimy do niej jak do czegoś, co ma być niesamowite, ma być sztuką przez duże S a nawet SZ. O takiej sztuce napisano wiele i prace te są niewiarygodnie cenne, ale wydaje się, że ich wartość polega głównie na tym, że owi świetni komentatorzy potrafili być w szczególny sposób receptywni na nią. Receptywni w zwyczajny sposób. Natomiast ich erudycja dopełniła reszty, co czyni te komentarze niesamowicie wartościowymi. Być może zbyt generalizuję tutaj, ale robię to po to, by przedstawić niesamowity rodzaju odbioru, który - paradoksalnie - jest zwykły i dostępny każdemu, o ile ten ktoś się odważy.
Dlatego blog ten, w moim odczuciu, jest miejscem na zwyczajną wrażliwość różnych osób. Wrażliwość, która nie aspiruje do wielkich odkryć, ale bardziej chwyta życie w każdym jego przejawie, nawet a może zwłaszcza, tym banalnym.
Poniżej ilustracja, która została zaprezentowana na okładce ostatniego numeru Biuletynu "Psychoanaliza i sztuka"


Komentarze
Prześlij komentarz